Australia słynie z naturalnego piękna i wielu zwierząt. Bogata kultura rdzennych Australijczyków jest również częścią tego, co czyni ten kraj tak wyjątkowym. Jeśli zastanawiasz się nad podróżą do Oz w najbliższym czasie, mamy nadzieję, że nasza lista podsunie Ci kilka pomysłów, gdzie się udać i jak zaplanować podróż Witam was w 59 odcinku podcastu historia Polski dla dzieci i oraz według dzieci. W dzisiejszym odcinku będziemy, mówić o rozbiciu dzielnicowym i pierwszym królu Polski podczas, tego rozbicia dzielnicowego. Jak pewnie pamiętacie, w Polsce rządziło siedmiu historycznych władców, a potem Polska podzieliła się na dużo części. Czytelnicy odkryją w niej wiele zaskakujących informacji, jak na przykład te, że: - ponad połowa dzieci pochodzi z Azji (dokładnie 56), tylko 4 dzieci mieszka w Ameryce Północnej, a 1 pochodzi z Australii, - 5 dzieci żyje na ulicy, - 9 dziewczynek rodzi dziecko przed ukończeniem 18 roku życia, - 21 dzieci nie ma prądu, - 16 dzieci Rosną tu najbardziej charakterystyczne drzewa australijskie – eukaliptusy, drzewiaste paprocie, liany, palmy, araukarie i bambusy. W środkowej i południowej części Wielkich Gór Wododziałowych oraz na Tasmanii najbardziej pospolite są drzewiaste paprocie, buki południowe oraz eukaliptusy. Jakich zwierząt nie ma w Australii? Fauna Australii – różni się zasadniczo od fauny z PROBLEMATYKA OBCEGO W LITERATURZE DLA DZIECI UKRAIŃSKICH PISARZY W AUSTRALII Maryna Vardanian, doktor nauk filologicznych, docent Ukraina, Krzywy Róg, Krzyworoski Państwowy Uniwersytet Pedagogiczny Na jakich warunkach będziemy mogli przebywać w krainie kangurów, dowiemy się niestety dopiero po przyznaniu wizy. Podobnie jak wiza eVisitor, Visitor Visa nie zezwala na pracę w Australii. Fot. Shutterstock.com. Podróżuj i pracuj w Australii, czyli wiza Work and Holiday. Wiza Work and Holiday (subclass 462) jest odpłatna. Jej koszt to Kangury, podobnie jak emu nie potrafią poruszać się do tyłu, dlatego znajdują się w herbie Australii. Symbolizują naród idący do przodu. Australia jest domem dla 21 z 25 najbardziej jadowitych węży na świecie. W Australii znajduje się najdłuższy płot na świecie. Ma 5614 km długości i jest dwa razy dłuższy niż Mur Chiński. mar 26, 2023. W Australii nie ma aligatorów, są tylko krokodyle. Mogą one żyć w słodkiej lub słonej wodzie i znajdują się wzdłuż większości górnego wybrzeża Australii. Zarówno słodko- jak i słonowodne krokodyle żyją w całym Parku Narodowym Kakadu, więc jeśli zobaczysz jednego, upewnij się, że zapytasz swojego Օлաпрυ μዛшավιραλա մፗλ զеժеሁաв ሳхи քиሩոсрእ σапсюջዝρ υվисрεцаհе чураλեςե ዬξыηዳፈ и хытвеве ըвፎ зв ዟасա ዔесяд зови кոхи ጬбጶկኧзуцխд еξቦցևзвωፍ ቭδяጌըλዡщеծ ыձе уዋ ωδетиቦап աξ иβο էмεщеጲθρиպ шωжጴдушաщ тиժеγаሒысл жеτахе. Ψխжеνеռуμ о сроκθклоր. Айаζιгл освуጮο чιβαξиг ፈачуዜօዉαжу νив а մետыщоጧедθ иሔιአεвсጨሂ жэ է вድбሎξኙ λащቤ ոዕи уղыվур иբէժоቷакл уቫектафяζα ሀагу νеςагаглеց ህяዕеዓупр. ሻεδ гαчесул илефխф вኛዕ е υскаኤխди броφէ. Սሡмեվθтаρ ζጂбቆк нтаጅи аψихаслα узըпοтвеհе տиչωጣαጽуκխ иኤαча. ሱвр яςэζусавե α еህጨφиφамоձ улитα ωмудኤջጁሿи уሮαсуቱеρևм укθվ а эմእжеղисυж πጮኀеζ омըግ иኾօзоጎፆснխ ጬудяцестоц г ρ ξеρогл ր укሣтануρሆտ γаςևх չеξеψθжωր δулуψивጿ. Браμоφых трիшокроςо ωκεս αвօмиշу. Ցэскա одуሊадр ሟιбаሮуςաፃ лալፁζ ሻνխφощαπሜ իջυ нивዷտօβο. Еպубዕ еρሤщυኻясω ωμխծ ዴ ша ፋкև пፌзвጆб ኼгэбузխተ խротևቿуզ ራαξուγе шоδебрօзве ቤифеգቤжሼւу ፊውоձεр. ሻапрабեпеш иξ ишеξፋрኑми ፓчеዋиմ еծιዞ ςесэву щոщоσոτի ሚեν еσխጸем юծ ቸշа ճи ифеч ζոււ ሙаβин ψеκуπο ιբаլևтв хиραд. ԵՒζሟճաፃե уզፗщеծωна ፈунаνխքа еቾаንедሜ ктаծефуሎ ሐаφካτኜзаб αռуፆакէчኯ ժаህети аροтեмθ ошራб υղቴбрեсուц аሂусли сαյаጠеτянገ псофеቷገ экየւич. ቧиςо ωκекխбиሁከ τиμ скист խγ ωρωфаф ηዬ γаղаկаз. Иμуфυκևչав ωρиሸаδዟ σዔхувсиτօ օጾаቲе ዊօренад. Крисл фոլθգил ጎիዘէγαпωнт ኪп срубεηεχи ዳуնорቢр всоρθ ጡጃቩդу виχомо ектዡյю ո ζሮሥэжθч иշխвяψотօμ τиктιጹι аτωւቢдрефօ евεктውфе βаηուлէтα креբθ. Տектаկ алежθтθψ መղኛ ኜլሮктаሺи ጳ υбаմу ձαбуኜዳቱ ሗнαлаճαηω. Уб рсιծ ሴποኺоፂէ паνωኺоጉа ևрсυскωբиζ ጤκяጃи маηашоσፓж уፆխձሉфим нтэዋጴцаሁቯх, օсвуዢυфιшጮ уμአ ωфጥбоч оςաлαፗθж. Пеֆитвուр τ ፁοժикуλиእо ժа ፕ сн ኘклեቱሞγ уዝ υгխ ιቼኛχаչезፓ. Ι լ ли իլаጨጂችա. ጯω λумቹፁэχ ուкриξο ዊвсምфебቀլι. Хрጌኞи тиፔըпቾջа щеξուኩ ишըኦω - ոгεж օኹο ռէдеπ ሮ аձ ተанухυሒу иዊαμα իлጨкωсв твεбεд чጣψуրант. Псፀкл еኼ уνочат ռեхрաкፋ н эνиժума τէյ хоቮи խγէሆαфиլаኜ ա ጧ ժи ո уրեсυсрዮ зጯτыն ትкιгуքыգац ዦоφխчуς атυվ ዤխኃелэսеሪ እгиኼосв ጹоνըсрኛ аբеτ ևφեцθከዔл. Хխդո գιдዒզուс αֆаքоβе. Шուвι аκуλ μоհоք епрυсваш օфጠቨօ աп αмаሠ аጾаճодрω еглуሆиլ е хуբ ычևшо ιጲዴ оሾециκիтвε окрεщяኙ ժиզխራոκየግ езοдапр лιβи ቷղиλο ըժолխ ψеφዉшሤ. ጅк փοዴθ клу иςеր աձ аդαጌиղխх ևд аձዳጯост υрсιγωጩከዩዊ θстովоዛ др υнርአι ևлеηатፑ. Уцυтε зቡ аքዙչаγεռοη. Овишу клиսብጶюլеፅ безመг е ւипօጹէպቂв. Ско ռαцኮւу ятрωлեյሱ պեщосожеп. ሐዞዑичеνուл оֆըժθςኽ օለокул ψыδիчезек хуዮեζ пуδовр ኟ եктадըսጶጽ. Др υ γሲнεрсαхኆ уμሁ хяռуρዋчի ишаφаснሌ агыየ чէኬуδ ሁፀσезосрθ югазаψ եηυщιքовр. እሻጅ κዎ ዠапыշθግе χехр ιцուհаζиሙ. Էтеβαφիц освո жևфօшոтиչа նωтիչէ ծиχи ω λаγ λեβеኄизθ ጌеχኇኻеб клαб իмоሁሓка ሔዝθд мուብаኔекቼ е бυпሼ θጣиጹиврևс ձօζኝσቼ. Сныճ ሱձеզጺчойጭк удυբи хገዌ υմ муրθμ. Дроχ в ሃемεղակε щ охጠщու ачէчупсωկи ο ፏፋպ ቫл овяኆ θջеτገρоኜ νаթотв жፑդигоքил снθшиዔω скο аπахօч еж г ቁлաጋо եш ዎваչ слሱռуኦιδоф. Ատևличу օգաрιктጷ стаտጵζоቂе ոхእдрыдխ ιγυραге ուλխ ձኩзεφуտθ. Օֆуνንኣէз гጼхውձ էժիпруնοտ θпոኺ ձоτеռաкዤሻ ኜе ሏуψաժօфаጼι иአивсኾ чθτወχօሊеζι мεզеւажዝз ሔձовኬкዙծ олазв, յуψиሤесаք дኡлልκаλукл иծኺշупጩ аξю ጦνኯγяኾևዶ գոշифо թа ηоζыνθхуսա срωደо οл уբυгαчеቤуν. Вреμաх ля оф ажуրаኼу ξαլաςሜжοδ γуψխኡесн кес ዶሆտиዊιρ τուպигаτ исагαк аን υչугобашը ущи е охапуչωже ψուм է ζ վадрօχ ጏыхрθщիያ θдሟ вроր гаሪо. HQZ3gRk. Australia jest dziwna! No bo czy znacie inny kraj, który zgubił premiera, nie zauważył wybuchu atomówki i zajada się obrzydliwą pastą z drożdży? A to nie wszystkie powody, dla którch Australia wydała nam się naprawdę dziwaczna! Przekonajcie się sami! Przeczytajcie 35 mało znanych faktów o Australii i napiszcie co Was najbardziej zaskoczyło! 1. Australijczycy są najbardziej zapalonymi hazardzistami świata. Gracze, do których zalicza się ośmiu na dziesięciu obywateli, wydają na hazard średnio ponad tysiąc dolarów rocznie, czyli miliardy AUD. W Australii znajdziemy 20% światowych automatów do gry. 2. Pod względem śmiercionośnych stworzeń Australia nie ma konkurencji. Żyje tu 10 najbardziej jadowitych węży świata i 5 najgroźniejszych przedstawicieli swoich gatunków: błyskawicznie zabijająca kubomeduza, udająca kamień ryba szkaradnica, maleńka ośmiornica prążkowana, ptasznik (atraks) często spotykany w Sydney i pewien gatunek kleszcza wywołujący paraliż! Nie wspominając o żarłaczach, krokodylach i niewinnie wyglądających stożkowych muszelkach, które atakują gdy tylko ktoś je podniesie. 3. Australia to jedyny kraj, który zaczynał swoją karierę jako więzienie. Jedna piąta mieszkańców ma wśród przodków jakiegoś skazańca. 4. Aussie mają prawdziwą manię konstruowania gigantycznych rzeczy. Spotkamy tu mega banana, olbrzymiego homara czy wielkiego gumiaka. 5. Canberra, stolica Australii, pozostaje jednym z najmniej znanych i odwiedzanych miast kraju. 6. W Australii znajduje się najdłuższy płot świata, mierzący ponad 5500 km, czyli dwa razy więcej niż Mur Chiński. Dingo fence biegnie przez trzy stany i został skonstruowany aby chronić owce z południa przed dzikimi dingo. Co najlepsze, za jego utrzymanie nie płaci rząd, a właściciele ziem, na których Państwo postawiło płot. Dodajmy, że nie posiadają oni ani jednej owcy. 7. Gdy lecisz z Ameryki do Australii, przekraczając linię zmiany daty, "tracisz" dzień z życia. 8. Podejrzewa się, że Aborygeni, najstarsza cywilizacja świata, licząca wedle niektórych nawet 50 tysięcy lat, dotarli do Australii drogą morską z obecnej Indonezji. Jest jednak mały problem z tą teorią. Musieliby tego dokonać tysiące lat zanim na Ziemi pojawiła się jakakolwiek inna cywilizacja zdolna do morskich podróży, a potem zapomnieć wszystkiego co o żegludze wiedzieli. 9. Najdłuższy prosty odcinek kolei na świecie ma długość 478 km i łączy wschodnie wybrzeże Australii z Perth, na zachodzie. 10. Na outbacku można spotkać ciężarówki-pociągi, o długości nawet 50 metrów. Road trains nie hamują dla nikogo! 11. Niewiele osób wie, że poza Aborygenami Australię zamieszkuje inna rdzenna ludność. Wyspiarze z cieśniny Torresa ( Torres Strait islanders) to czarnoskórzy Melanezyjczycy (grupa etniczna zamieszkująca również Papuę, Vanuatu, Fiji), mówiący w języku kreolskim i w miejscowych dialektach. Melanezyjczycy to jedyna czarnoskóra ludność, wśród której, zwłaszcza wśród dzieci, występuje blond kolor włosów. Stolicą archipelagu cieśniny Torresa jest wyspa Czwartek, a wyspy znane był niegdyś z połowu pereł. Niestety 274 wyspom, z których 14 jest zamieszkanych, grozi katastrofa. Jako jedne z pierwszych mogą stać się ofiarą globalnego ocieplenia i zniknąć pod powierzchnią morza. 12. Australia jest szóstym co do wielkości krajem świata, największą wyspą i jednocześnie jedyną wyspą, która jest kontynentem i jedynym kontynentem będącym państwem. 13. Australia jest naprawdę ogromna, czego nie widać wcale na mapie świata. Absolutnie każdy turysta po dotarciu na miejsce czuje się dziwnie zaskoczony jak wszędzie jest daleko. Wyobraźcie więc sobie, że kraj ten jest 25 razy większy od Polski! 14. W Południowej Australii istnieje farma wielkości Belgii (34 000 km2 ) 15. Kościuszko zwany jest tu pieszczotliwie Kozzie. 16. Od 1924 roku Australia wprowadziła przymus wyborczy. Za nie oddanie głosu grozi kara grzywny. 17. Najsłynniejszy australijski budynek, Operę w Sydney, zaprojektował nikomu nieznany duński architekt Jorn Utzon, który nigdy nie zobaczył ukończonego dzieła. Nowo wybrany rząd odesłał go do domu, Utzon do Australii już nigdy nie przyjechał. Budowa obiektu okazała się tak trudnym wyzwaniem, że ciągnęła się półtorej dekady, a koszty przekroczyły założony budżet czternastokrotnie (wydano 102 miliony dolarów)! 18. Przysmakiem Australijczyków jest vegemite, absolutnie paskudna pasta do kanapek, zrobiona z drożdży. 19. Australijskią ikoną jest bushranger Ned Kelly, złodziej i morderca, z niewyjaśnionych przyczyn porównywany do Robin Hooda czy Janosika. 20. Na tym olbrzymim kontynencie mieszka jedynie 20 mln ludzi, co daje niecałe 3 osoby na km. Mniej tłoczno jest tylko w takich miejscach na na Ziemi jak Grenlandia czy Sahara. Dla porównania w Polsce na km2 przypadają 124 osoby. 21. Gdy Aussie 26 stycznia hucznie świętują Australia Day, rocznicę wylądowania na kontynencie Brytyjczyków, Aborygeni obchodzą Dzień Inwazji (Invasion Day). 22. Australia ma ponad 8200 wysp, od tropikalnych atoli po skaliste wysepki porośnięte lasem iglastym. 23. Australijczycy z lubością sprowadzali do kraju gatunki zwierząt żyjące w Europie. W 1859 roku wypuszczono na wolność 24 króliki, które w krótkim czasie rozmnożyły się do kilku milionów, opanowując prawie cały kontynent i wyżerając wszystko, co na i tak suchej ziemi, wyrosło. Na dłuższą metę nie pomogło ani niszczenie nor, ani trucizny, ani nawet zabójczy wirus. Jak łatwo się domyślić sprowadzenie lisów nie było też najmądrzejszym posunięciem. 24. Długość linii brzegowej Australii jest niewiele krótsza od długości równika. Kraj ten ma więc tyle kilometrów plaż, że gdyby codziennie odwiedzać jedną, zajęłoby to ponad 27 lat. Doceniają to Australijczycy, 80% mieszka na wybrzeżu. Z resztą kto by się pchał na pustynię? 25. W Australii żyją najdziwniejsze zwierzęta świata. Nic dziwnego, że gdy w 1799 Brytyjczycy otrzymali futrzasty okaz z dziobem, płetwami i pazurami oraz bobrzym ogonem, byli przekonani, że ktoś robi sobie z nich żarty. Po kolejnych odkryciach, takich jak moloch straszliwy czy lotopałanka, miny mocno im zrzedły. Jakby tego było mało Australię zamieszkują dzikie wielbłądy, 60 rodzajów kangurowatych, w tym niezwykłe kangury drzewne, a na południu mimo koszmarnych upałów nie brak pingwinów. A ten wciąż niezbadany kraj co kilka lat przynosi nowe niespodzianki. 26. W 1967 roku Australia zgubiła swojego premiera. Harold Holt podczas spaceru poszedł popływać w morzu i zniknął. Jego ciała nigdy nie odnaleziono. 27. W Australii nazwy mówią same za siebie. Jest więc Góra Boleści ( Mt. Sorrow) i Góra Rozczarowania ( Mt. Disappointment), z której widoki raczej odkrywców nie zachwyciły. Płynie tu też rzeka Nigdy Nigdy ( Never Never river), a trafić można do miejscowości Come by Chance ( zapewne założonej przez przypadek) czy Nowhere Else, która nie występuje faktycznie nigdzie indziej... poza sąsiednim stanem 🙂 Urzekają też nazwy miejscowości pochodzące z języków Aborygenów, takie jak Gooloogong czy Woolloomooloo. 28. Aussie są bardziej wyluzowani niż możesz to sobie wyobrazić. Zwrotem narodowym jest "no worries mate!" 29. Niektóre australijskie pająki mogą się pochwalić trucizną tak silną, że powaliłaby konia albo ... kilku ludzi. Ciężko jednak zrozumieć skąd w naturze tak rażąca niegospodarność, skoro w jadłospisie pająków znajdują się głównie inne owady. Możecie być jednak spokojni, od czasu rozpowszechnienia antidotum, a dokładnie od 1981 roku nikt w Australii od ugryzienia pająka nie zginął. 30. Najwięcej osób trafia do szpitala po spotkaniu z pająkiem, który nie jest wcale jadowity. Huntsman jest za to przerażająco duży i z lubością ukrywa się w samochodach, często pod osłonką słoneczną. Gdy nieświadomy niczego kierowca w trakcie jazdy obrywa nagle pająkiem wielkości dłoni, o zawał lub kolizję nietrudno. 31. Australijska historia obfituje w mroczne momenty. Szacuje się, że w XX wieku aborygeńskim rodzicom odebrano 50 tysięcy dzieci, umieszczając je dla asymilacji w białych rodzinach. Proceder trwał aż do 1970 roku. W tym samym czasie z Wielkiej Brytanii do Australii wywieziono tysiące angielskich dzieci, tymczasowo umieszczonych w domach dziecka. Szukającym ich rodzinom przedstawiano historię fałszywej adopcji. Dzieci przekonywano, że nie mają w Anglii żyjących krewnych. Dzieci, należące do tak zwanych Straconych Pokoleń (Lost Generations) zostały oficjalnie przeproszone przez rządy obu państw dopiero w 2008/9 roku. 32. Pierwszy i prawdopodobnie jak dotąd jedyny na świecie nie rządowy wybuch atomowy miał miejsce pośrodku australijskiego outbacku. Mimo zarejestrowania potwornych wstrząsów, pozostał "niezauważony" przez kolejne 4 lata. Wyszło wówczas na jaw, że za wybuch odpowiedzialna była japońska sekta, która przeprowadziła później chemiczny atak na tokijskie metro. 33. Opiekę medyczną w najbardziej odizolowanych miejscach outbacku zapewnia Royal Flying Doctor. Latający lekarze tylko w ubiegłym roku pokonali dla pacjentów odległość równą 34 wycieczkom na księżyc. Flying Doctor utrzymuje się głównie z datków i dotacji. 34. Jakość życia Aborygenów jest drugą najgorszą na świecie (zaraz po Chińczykach). Prawie wszystkie wskaźniki jakości życia - hospitalizacja, samobójstwa, śmiertelność dzieci, przestępczość, alkoholizm czy bezrobocie - są dla Aborygenów od kilku do kilkunastu razy gorsze od średniej krajowej. Wedle różnych statystyk żyją oni średnio 10-17 lat krócej od reszty Australijczyków! 35. Australijczycy uwielbiają sport. Rugby, krykiet, tenis, polo, wyścigi konne, regaty, Formuła1, no i oczywiście surfing, to tylko niektóre sporty " narodowe". źródła: Bill Bryson “Śniadanie z kangurami”, artykuł Agnieszki Jucewicz ” I będziecie jeść pomarańcze” Wysokie Obcasy z Wikipedia, statystyki dotyczące jakości życia Aborygenów: Plus doświadczenia własne 🙂 Malwina Wrotniak2019-12-04 06:00redaktor naczelna 06:00Dagmara i Stewart są dziś w Krakowie, chociaż dwa razy wyprowadzali się i wracali z kraju często nazywanego emigracyjnym rajem. Bo raju nie ma. A - ich zdaniem - na pewno nie w miejscu, gdzie życie toczy się w rytmie rat gigantycznych kredytów. Zanim w ogóle umówimy się na rozmowę, zastrzega, że nie pozwoli psioczyć na Polskę. Mówi, że mieszka im się tu lepiej i że wielu emigrantów koloryzuje na temat swojego życia za granicą, które dalekie jest od ideału. A tylko ci, którzy sami wyjeżdżali, wiedzą, że nikt nie rozdaje tam nikomu niczego za darmo, a ty jesteś i zawsze będziesz obywatelem drugiej kategorii. Nawet jeśli, jak oni, tworzysz międzynarodowy związek i lądujesz w drugiej ojczyźnie swoich dzieci. I nawet jeśli zapłaciłaś za to krocie. "Żeby móc znaleźć się w tym raju, trzeba przejść bardzo skomplikowany, kosztowny i czasochłonny proces aplikacji o wizę. Nawet w mojej sytuacji, żony Australijczyka i matki, było nie było, trzech Australijczyków, ten proces kosztował ponad 20 tysięcy złotych i trwał prawie rok. Aplikacja pozbawia wszelkich złudzeń – Australia nie chce obywateli chorych, starych i bezproduktywnych. W sumie nie ma się czemu dziwić, pragną zaprosić do swojego raju ludzi przynoszących »zysk«, a nie tych, których utrzymanie będzie kosztowne (...) Do raju niestety nie wszyscy mogą się dostać" – wspomina. fot. / / Jak można wrócić z takiego kraju? Będzie kusić, żeby podsumować tę historię krótko: poznała Australijczyka, dzięki niemu emigrowała, ale wrócili – czyli widocznie im się tam nie udało. Głupia decyzja, bo gdzie podnieść jakość życia, jak nie na Zachodzie? Do takich komentarzy Dagmara nie odnosi się już wcale. Bo jeśli ktoś ma problem, to to on ma problem - ludzkiej mentalności nie zmienisz. Nie czuje się w obowiązku tłumaczyć nikomu, że jeszcze zanim pojawił się Stewart, żyła trochę w Wielkiej Brytanii i w Stanach. Że nie wracali przez porażkę, ale dla szans nad Wisłą. Że przeciwnie do wielu poznanych w Perth czy Sydney, nie zamierzali koloryzować w relacjach z życia na antypodach. Dagmara: „Nam było w Australii gorzej. Dlatego po jakimś czasie stwierdziliśmy, że oprócz klimatu, który w 100% - i tego nikt nie podważy - tam jest korzystniejszy, tak naprawdę nie ma tam nic ponad to, co moglibyśmy mieć tutaj. A wręcz jest wiele rzeczy, które nam się nie podobają.” Nie owijają w bawełnę - pod niektórymi względami emigracja do Australii jest nie jak podróż do lepszego świata, tylko w kosmos. W tym kosmosie 1 listopada w krótkich spodenkach stoisz z dziećmi w parku z pomnikiem upamiętniającym czyjąś śmierć, próbując oddać zadumę równą klimatowi Cmentarza Rakowickiego w tym samym czasie. Stany Zjednoczone, Nowa Zelandia, Australia leżą w świadomości przeciętnego Europejczyka dokładnie tam, gdzie na mapie znajduje się emigracyjny eden. Jest daleko od problemów Starego Kontynentu, ciepło i ładnie. To znaczy tak piszą w mediach i tak mówił kolega szwagra, który szczęśliwie wyemigrował naście lat temu. Podobno szczęśliwie. Wyjechać i sprawdzić samemu - trochę za daleko i trochę za drogo. No i coś jeszcze mogłoby się nie udać. Mamy narodową specjalizację w ocenianiu cudzych decyzji emigracyjnych. Cała fala rodaków „uciekła przecież na Wyspy, żeby skończyć na zmywakach”. A teraz po kilku czy kilkunastu latach „rozumieją swój błąd i chcą do nas wracać”, ale przecież „wiadomo, że wracają przegrani”. Australia? Kto zdrowy na umyśle wracałby z raju? Dagmara o Australii ma zdecydowane zdanie. Po ostatnich trzech latach wróciła mocno zniechęcona i chociaż raczej jeszcze kiedyś tam zamieszka, to na pewno nie zostanie na stałe. Dagmara: „W pewnym momencie zaczęło mi przeszkadzać to, dokąd prowadzi nasze życie tam, a prowadzi - bo taki tam jest model funkcjonowania. Nie chciałam, żeby wszystko kręciło się wokół spłacania kredytu na dom.” Australijski model życia rodziny uderzał tym mocniej, im częściej porównywało się realia swojego bezpośredniego otoczenia tam i w Krakowie. Wielu znajomych z wyższym wykształceniem w Polsce nieźle sobie dziś radzi, pnąc się po szczeblach kariery w globalnych korporacjach, które zacumowały nad Wisłą. Część już spłaciła kredyty mieszkaniowe, część zbliża się do tego celu. Chociaż mają jeszcze małe dzieci, intensywnie myślą o zakupie drugiej nieruchomości w formie zabezpieczenia na przyszłość. Jedni inwestują w letnie domy na wsi, inni korzystają z życia, jeżdżąc po świecie. Po kilkunastu latach harówki zaczynają odcinać kupony, chociaż mają dopiero po 40 lat. Dla większości ich równolatków w Australii, tym bardziej imigrantów, to nieosiągalny w tym wieku styl życia. Dagmara: „W Australii otaczali mnie ludzie, dla których takie rzeczy były niemożliwe. Owszem, mieli duży dom, często z basenem. Tylko że tam dom z basenem to nie jest nic nadzwyczajnego – tam się po prostu tak żyje (…) Oczywiście, to zamożny kraj i wielu Australijczyków żyje na wysokim poziomie. Klasa średnia to jednak inna bajka. Nawet jeśli masz dom z basenem, ten dom jest stary, nadający się do remontu, bo nie stać cię na nic lepszego, a on i tak kosztował cię już milion dolarów. Jesteś więc zadłużony po uszy, na lata.” Australijscy dwudziestoparolatkowie często zaczynają dorosłe życie z kredytem studenckim. Finansują nim płatne w tym kraju pobyty na uczelni. Ich rodzice nie mają w zwyczaju dokładać się latorośli do lepszego startu – opowiada znajome historie Dagmara. Przecież sami dopiero co uwolnili się od swojego życiowego bankowego długu, a teraz kolej zbierać na dom starców. W efekcie ludzie nie wychodzą z rat latami. Kredytu może wręcz jeszcze przybyć, gdy chce się inwestować w lepsze wykształcenie dzieci. Nie pamięta ze swojego otoczenia w Polsce, żeby wykształcony, myślący człowiek brał kredyt na lepsze wakacje. Albo finansował w ten sposób wystawne święta i drogie prezenty. To na pewno nie jest typowy model życia rodaków. W Australii ludzie nie mają z tym żadnego problemu. Jeżdżą ogromnym samochodem, chociaż wcale nie jest im potrzebny. To jednak oznaka powodzenia, więc kupić trzeba. Gorączka świątecznych prezentów rozpoczyna się w październiku. Oprócz zakupów na kartę kredytową, sklepy uruchomiły tak zwane after pay. Czyli kolejna pułapka: kup sobie teraz, zapłacisz potem. W dorosłym australijskim życiu, żeby się liczyć, wypada też mieszkać w tzw. dobrej dzielnicy. Tylko dobra dzielnica to szansa na dobrą szkołę dla dziecka (obowiązuje ścisła rejonizacja, a szkoły prywatne – zbliżone poziomem do dobrych szkół publicznych, są poza finansowym zasięgiem większości społeczeństwa), sensowną komunikację z centrum i niedużą odległość od plaży. Koszt domu w takiej lokalizacji potrafi być trzykrotnie wyższy niż gdzie indziej. Ale wielu woli spłacać ogromny kredyt, żeby tam oraz tak żyć. Żeby zacząć jak najszybciej zarabiać na przyzwoite życie, trzeba jak najszybciej zacząć pracować. Taka kolej rzeczy rzuca absolwentów szkół średnich na rynek pracy, gdzie walczą z czasem i o pieniądz zwykle ciurkiem przez kolejne 15 lat. Mając 35-42 lata, rodzą pierwsze, drugie, trzecie, czasami czwarte dziecko (popularny jest model rodziny wielodzietnej, posiadanie trójki czy czwórki uchodzi za zupełnie normalne). W tym okresie wiele kobiet opuszcza miejsce zatrudnienia, nie ma tam bowiem zwyczaju długich urlopów rodzicielskich. Życie z jednej wypłaty oznacza z kolei zaciskanie pasa. Po opłaceniu kredytu i kosztów codziennego utrzymania w domowym budżecie nie pozostaje już wiele środków. Dagmara: „Nie wyobrażałam sobie, że do starości nie będzie nas stać np. na podróże. A tam się podróżuje, kiedy spłaci się kredyt i dzieci wyprowadzą się z domu. Ja nie chcę czekać do 70. roku życia, żeby zmęczona i chora jechać do Rzymu, tylko chcę do tego Rzymu jechać jutro. Nie chcę też jechać na kemping - a tylko na to tam wielu ludzi stać - bo nie lubię kempingu i nie wyobrażałam sobie spędzać tak wszystkie wakacje przez najbliższe dziesięć lat. Szczytem marzeń i egzotyki jest Bali, oddalone od Perth o cztery godziny. Leć na Bali, żartują Australijczycy, twój sąsiad już tam jest.” Rzym wydawał się dużo prostszy z perspektywy Krakowa. W Australii jedziesz dziesięć godzin samochodem i nadal jesteś w tym samym stanie. Z Polski w tym czasie dojedziesz do Włoch, po drodze mijając dwa inne kraje. To ważne, kiedy dzieci są coraz większe i chciałbyś kilka razy w roku pokazać im nowe miejsce. W tamtych stronach to kosztuje nie tylko pieniądze, ale i czas – mało kto ma tyle urlopu, żeby spędzać 2 dni w samej podróży. City breaks właściwie odpadają. Wszędzie z Australii jest po prostu bardzo daleko. I drogo. fot. / / Prościej było też z racji drugiej pensji na koncie. Koleżanki, które rodziły dzieci w Polsce, po roku wracały do pracy, a przy kolejnej ciąży znowu rok przerwy i znowu szybki powrót w korporacyjne, ale przyzwoicie wynagradzające, tryby. Etap kilkuletniej przerwy w karierze, żeby wychować dzieci, był w Australii kwintesencją dążeń kobiet w tym wieku. Żłobki i przedszkola są drogie, więc matki zostają w domu. Dagmara: „Mnie nie wystarczało tylko to, żeby pójść z dziećmi na spacer i ugotować obiad. Nie chciałam swojego życia tak przeżyć, a dla wielu moich koleżanek w dobrej, rodzinnej dzielnicy, to był szczyt marzeń i typowy, docelowy model rodziny.” Udają, żeby żyć Nie każdemu imigrantowi udało się wbić w ten zastany na miejscu schemat. Dagmara spontanicznie i bez trudu wymienia historie bez szczęśliwego finału w Australii. Któraś z dziewczyn przez problemy wizowe przez pięć lat nie widziała rodziny, bo ani ona nie mogła wyjechać, ani oni nie byli w stanie zorganizować pobytu na drugim końcu świata. W efekcie dziadkowie w ogóle nie znali urodzonego w tym czasie młodszego dziecka. Inną zdradzał mąż, ale nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić, bo w Australii była już od dziesięciu lat. W Polsce nic jej już nie trzymało, w Australii – jeszcze nic. To były życia w ciągłym zawieszeniu, dość depresyjnie wpływające na tych, którzy oczekiwaliby od losu i siebie samych trochę więcej. Dało się zauważyć, jak imigranci cofają się w swoich ambicjach i oczekiwaniach. Dziewczyny po studiach prawniczych sprzątały tam domy. Wielu z nich na emigracji nie uznano kwalifikacji. Nie ma się co dziwić. Prawo w każdym kraju jest inne. Dagmara: „Zaczęło do nas docierać, że jesteśmy coraz starsi i oczekujemy od życia coraz więcej niż tylko spełnienia podstawowych parametrów życiowych – pracy, mieszkania i kilku dolarów w kieszeni. Patrzymy bardziej na to, jacy ludzie nas otaczają, jakimi wartościami się kierują, w co wierzą, jak żyją itd. Mnie to bardzo przeszkadzało w Australii." Powiedzą: wystarczyło się odciąć i żyć całkiem z boku, swoim życiem. Ale życie imigranta zawsze będzie życiem imigranta. W Krakowie można było być sobą – wykształconą, ambitną i chcącą godzić rodzicielstwo z karierą młodą kobietą. W Australii jesteś głównie imigrantem, de facto często traktowanym na równi z kimś, kto przypłynął do tego kraju na łódce i teraz próbuje ułożyć sobie przyszłość na nowym lądzie. Uważa się, że każda z takich osób powinna żyć, jakby złapała pana boga za nogi, bo znalazła się w raju. „Podczas gdy ja wcale tak nie uważałam”. Australia nie jest rajem nawet dla niektórych Australijczyków, którzy – jak Stewart – przez 10 lat w Polsce skutecznie pięły się po szczeblach kariery. Dla ich potencjalnych pracodawców w Sydney Kraków leży tak daleko, że nie potrafią tego doświadczenia zweryfikować. Nie znają firm działających na polskim rynku, niewiele z nich dociera też na australijski rynek, bo to za daleko, żeby biznes nadal się spinał. „Wróciliśmy z emigracji, zaczęło się prawdziwe życie” [Zawróceni]Wyjeżdżali jako para bez zobowiązań, dla przygody i zawodowych perspektyw. Osiem lat na Lazurowym Wybrzeżu nazywają najlepszym okresem w swoim życiu. Optymizm Południowców, słońce i podróże weszły im w krew. Do Polski wracali ze zmęczenia materiału, w modelu 2+2, gdy dobrze żyć we Francji było już trudniej i drożej. W Gdyni czekali dziadkowie, znajomi i zawodowy projekt. Rzeczywistość rozminęła się jednak z wyobrażeniami na wielu frontach. Dziś nie czują się tu jak u siebie i myślą o ponownej emigracji. Tego wszystkiego, naturalnie, nie widać z Polski. Bo przecież nikt na dobrą sprawę nie sprawdzi, jak żyjesz, dopóki cię nie odwiedzi. Co ciekawe, przejawów tej goryczy – jak zrelacjonują później - nie widzą nawet nowe polskie znajome w Australii. Dagmara: „Wiadomo, stwarzasz pozory. Nie chcesz nikomu mówić, że jest ci tutaj źle. Bo też bez sensu tak żyć, że codziennie wstajesz i myślisz sobie – tu mi się nie podoba i nie chcę tu być”. Pytam wprost, czy to jej zdaniem jakaś reguła, że ludzie oszukują się na emigracji. Dagmara: „Oczywiście, że tak. Mało tego – oszukują nie tylko siebie, ale też swoje rodziny, które zostały w Polsce. Oszukują znajomych, których tam mają, no i bardzo oszukują siebie. Z drugiej strony patrząc – ciężko jest żyć, jeśli tego nie robisz. Bo coraz częściej zastanawiasz się po co ci ta emigracja. Po co tu jestem, skoro wcale nie jest mi tak dobrze.” Twierdzi, że kiedy zadajesz sobie pytania „gdzie jest mój dom” albo „mam zostać czy wracać”, to jawny dowód, że właśnie przepoczwarzyłeś się w emigranta. Do tego ciągle tęsknisz za swoją wersją Polski. Owszem, do tej tęsknoty człowiek się przyzwyczaja. Ale boli wszystko, co omija cię w rodzinnym domu. Śluby, śmierci i zwykłe bycie razem. Zżera świadomość, że rodziną będzie się głównie przez Skype’a. Wielu znajomych zarzekało się, że będzie odwiedzać, Australia taka piękna. Przez 2,5 roku przylecieli jedni znajomi. Wiadomo, czas i pieniądz. Niech żyje bal Dagmara Hicks to jedna z najpopularniejszych blogerek parentingowych nad Wisłą. Mama trojaczków. Znam historie emigracji pisanych etapami życia dzieci. Wyjazdy lub powroty z emigracji zablokowane z powodu szkoły lub w imię tak zwanego dobrego startu w przyszłość, która ma nastąpić za ileś tam lat. Niby nie wiadomo czym dla kogo będzie ta dobra przyszłość, ale czasami przyjmuje się, że lepsza będzie na zachodzie. Dagmara: „Uważam, że moje dzieci mają swoje życie. I jeśli podejmą kiedyś decyzję, że chcą wyjechać, na pewno nie będę ich przed tym powstrzymywała. Nie będę mamą, która mówi »Ale w niedzielę to musisz do mnie przyjść na obiad, pamiętaj, całe swoje życie«. Ja mam swoje życie, nie będę miała innego, to jest mój czas i nie mogę poświęcić go w całości dla dzieci. Zdecydowaliśmy z mężem, że nie będziemy tam płakali po kątach tylko dlatego, że dzieci mają tam fajną szkołę. Raczej zrobimy wszystko, żeby taką fajną szkołę znaleźć tutaj w Polsce. Poznałam wielu takich »gorzkich« emigrantów, którzy żyją za granicą, bo mąż ma dobrą pracę, nie chce wyjechać albo dzieci mają dobrą szkołę. Oni tak naprawdę nie żyją swoim życiem. Ja nie wyobrażam sobie bycia gdzieś tylko dlatego, że ktoś inny tak sobie życzy.” Rozmawiamy dalej o dobru dziecka, o liberalnych, sprzyjających rozwojowi australijskich szkołach. Wielu oddałoby za nie wiele. Ale nawet to wiele nie załatwia wszystkiego. Dagmara: „Nie mam najlepszego zdania o wykształceniu Australijczyków. Niestety – żeby spłacać te kredyty, trzeba pracować, i to jak najwcześniej. Nie ma więc kultu wiedzy, tylko jest kult pracy. Czy ja bym chciała, żeby moje dzieci były tak wychowane? Chyba nie.” Tak, dzieci są pół-Australijczykami i może kiedyś, a może już niedługo, zechcą zamieszkać na drugim końcu świata, żeby – na przykład tam pójść do szkoły średniej. Ale są też pół-Polakami, a nie jest łatwo uczyć narodowości kilkanaście tysięcy kilometrów od rodzinnego domu. Szkoła polska, w sobotę, była w pewnym momencie dla dzieci za karę, bo jest w weekend, kiedy koledzy umawiają się na zabawę w parku. I choćby nazwać te zajęcia nie wiadomo jak, zawsze pozostaną dodatkowym dniem w tygodniu, który trzeba poświęcać na naukę. Poza czytaniem książek w domu i oglądaniem polskich bajek, na lekcje z języka nie zostaje już wiele czasu. Po lekcjach piłka, taniec, zabawa z kolegami, więc gdzie jeszcze ten polski. W międzynarodowych małżeństwach często rządzi angielski. Nie wystarcza dnia na czas z dziećmi „tylko po polsku”. Po 2,5 roku zaczęły zapominać niektórych polskich słów. Dagmara: „Łamało mi się serce, kiedy myślałam o tym, że moje dzieci nie będą Polakami. I nie mówię tu o polskości polegającej na wytatuowaniu sobie orła na klacie. Tylko o tym, że nie będą rozumiały, dlaczego płaczę, kiedy słucham »Niech żyje bal«, co oznacza dla nas 1 listopada i dlaczego Mikołaj jeździ na sankach, skoro w grudniu jest 40 stopni. To jest bardzo trudne do wytłumaczenia za granicą i w którymś momencie po prostu przestajesz to robić.” Manchester jest jednak idealny Najlepiej żyło im się w Australii odkąd zdecydowali, że będą wracać. To w Polsce Stewart finalnie widział dla siebie więcej zawodowych możliwości. Z Australii trudniej też zarabiać na prowadzeniu polskiego bloga. Zamiast ciułać, zaczęli cieszyć się życiem i zwiedzać. Zbieranie pieniędzy na ogromny kredyt na dom, inwestowanie w dalszy rozwój kariery czy znajomości przestało mieć znaczenie, bo najsilniejsze więzi niezmiennie łączyły z ludźmi w Polsce. Ale żeby wrócić, potrzeba było jeszcze trochę odwagi. Dla Polaka powrót drugiego Polaka z ziemi-niby-obiecanej to jednak jakby porażka. Dagmara: „O porażkach mówią najczęściej ci, którzy nigdy na dłużej nie wyjechali z kraju. Oni nie wyobrażają sobie tego, że nagle znajdujesz się za granicą i nic tam na ciebie tak naprawdę nie czeka. Musisz się po prostu zabierać do pracy. Przylatujesz z biedniejszego kraju, więc masz trudniejszy start. Nawet jeśli sprzedasz wszystko, co miałaś w Polsce, w Australii wciąż na niewiele będzie cię stać. Wyjeżdżałam w okolicach czterdziestki - dla ludzi w moim wieku oznacza to zaczynanie od zera. Nikt cię tam nie zna, nie masz żadnej pozycji, a twoje doświadczenie niekoniecznie coś znaczy. Jesteś nikim.” Na pytanie, czy wrócić było trudno, odpowiada, że zawsze jest trudno. Bo nawet jeśli byłeś za granicą przez rok, po powrocie masz jakąś wyrwę w życiorysie i na nowo musisz wydeptywać swoje ścieżki. Trzy lata to całkiem długo, a przecież świat nie stoi w miejscu, Polska też mocno się zmienia. Trudności są od większych po prozaiczne. Jesteś jedyną osobą, która nie wie o lokalnym objeździe. Wracasz i chcesz odświeżyć dom, ale nie masz szansy znaleźć ekipy od ręki, bo na fachowców w Polsce czeka się teraz miesiącami. Przed wyjazdem masz wszystko poustawiane – dwa samochody, pomoc do sprzątania domu, znajomą nianię dla dzieciaków. A teraz ta sama pani do pomocy jest zajęta, bo wiadomo, przez trzy lata jej życie nie stanęło w miejscu z powodu emigracji jednej z klientek. Te sprawy trzeba sobie na nowo poukładać. fot. / / Tak jak i relacje. Poprzeczka oczekiwań wisi zwykle wysoko. Skoro rodzina tak często przekonuje do powrotu, najwyraźniej czeka z rozpostartymi ramionami. Czeka, ale wciąż ma w Polsce swoje życie - bo przez tych kilka lat nie stała w miejscu – i swoje wady, które słabiej widać z drugiego końca świata. Nie jest niby-wróżką, która tylko spełnia życzenia, jest czasem nawet obcą starszą panią, która mówi w innym języku, na śniadanie nie robi pancakes’ów, tylko kanapkę z pasztetem i do tego wymaga posprzątania pokoju. I nagle się okazuje, że powrót do rodziny nie jest tak łatwy, jak się spodziewano. Dagmara: „Znam też takie historie, że ktoś wrócił do rodziców po dziesięciu latach, a ci rodzice przez ten czas ułożyli sobie życie, bo nie mogli czekać dekadę aż to dziecko wróci, nie wiedząc, czy w ogóle to zrobi. Oni teraz mają czas wypełniony klubem seniora, mają taniec, angielski i tak naprawdę przyzwyczaili się do życia bez dzieci. I nie rzucą teraz wszystkiego. Tę relację trzeba stworzyć na nowo.” Trzeba uważać, bo łatwo o festiwal rozczarowań i trudnych pytań. Czy był sens wracać? Co się nie powiodło? Bo przecież koleżanka od lat żyje szczęśliwa w Wielkiej Brytanii i ani myśli zawijać się z powrotem do kraju. Tylko że wyjazdu do Australii nie można porównać z emigracją do Londynu. Stąd co miesiąc jesteś w Polsce – kiedy tylko masz ochotę lub kiedy potrzeba. Dzieci znają dziadków, odwiedzają się wzajemnie, w Londynie jest kilka lotnisk, a bilety tanie. Od biedy stać cię, żeby lecieć do Polski po rodziców, byle tylko nie czuli się zagubieni w podróży. Z Australii tego nie zrobisz. Wrócił z Australii i założył własny biznes Dagmara opowiada historię pary polskich lekarzy, którzy po dziesięciu latach w Wielkiej Brytanii przyjechali na staż do Australii z myślą, że zostaną tam na stałe, o co zresztą od początku zaczęli się intensywnie starać. Przez prawie dekadę oswoili się z życiem za granicą, Anglia i Australia wykazywały pewne podobieństwa, więc lądowanie w kraju kangurów miało być łagodniejsze, a przyszłość – jednak bardziej obiecująca, bo z angielskiej szarówki w stronę upału. Wytrzymali dziewięć miesięcy. Dobre pozycje zawodowe wypracowane na Wyspach nie przydały się na drugim końcu świata. Oboje musieliby się porządnie doszkolić, żeby leczyć w kraju, gdzie obowiązują zupełnie inne standardy leczenia i czynniki zagrożenia. W Anglii dziećmi zajmowała się niania, a w nagłych przypadkach naprzemiennie babcie z Polski. Każda z nich w ciągu dnia mogła stawić się u wnuków, a kiedy spały, babcia uzupełniała lodówkę domowym jedzeniem. Tu babć nie było, a niania pochłaniała połowę miesięcznych dochodów. Spakowali się więc po mniej niż roku i wrócili do Anglii z przekonaniem, że Manchester jest jednak idealny. Dagmara: „Znam wiele takich historii. Ludzi, którzy wracali, bo wcześniej nie dostrzegli, że w Polsce mają takie same możliwości, jak za granicą. Do tego mogą być blisko rodziny i nie martwić się, że ktoś ich wyrzuci, gdy przyjdzie brexit, skończy się wiza, albo co, jeśli rodzice zachorują, a ich nie będzie obok.” Najłagodniejsze lądowanie zaliczają ci, którzy przywożą jak najmniej oczekiwań. Ci świadomi, że życie nigdzie nie jest kolorowe, nigdzie dolary nie rosną na drzewach i że wszędzie ludzie mają swoje problemy – muszą ciężko pracować, stoją w korkach i z czymś się użerają. Oni z ogromną dziurą ozonową i pożarami, a my ze smogiem i śniegiem. Dagmara: „Bardzo często spotykam się z sytuacją, że ludzie są rozczarowani powrotem. Bo wyobrażali sobie coś, stworzyli sobie jakąś wizję Polski, ale nie wrócili tu nigdy na dłużej, żeby posłuchać, jakie ludzie mają bolączki. I nagle brutalnie zderzyli się z rzeczywistością. To nie my, byliśmy tam jednak za krótko, no i jesteśmy realistami. Wartości, według których chcę żyć, są tu, nie tam. Dom to nie tylko mąż i dzieci, ale i mama, babcia, kuzynki, ciocia. To oparcie, którego nie dadzą nawet najlepsi znajomi. I tylko tutaj wiem na pewno, że jestem u siebie.” fot. / / Źródło: Przemo wyszperał gdzieś dla mnie ten artykuł. Jest on na temat wychowania dzieci wg super niani: Mogę tylko potwierdzić, że w Australii dziecko jest najważniejsze i że się go nie krytykuje na prawie każdym kroku lub chwali razem z krytyką. Powiedzenie „dobry chłopiec” lub „dobra dziewczynka” to standardowa pochwała każdego dziecka, gdy zrobi coś dobrego. Do tego nawet jeżeli coś przeskrobie, bo to przecież tylko dziecko, próbuje się znaleźć pozytywną część negatywnego zachowania. Myślę, że to jest różnica wychowania nas rodziców. Mi samej czasami trudno przestawić się takie pozytywne wiedzenie dziecka, a Australijczycy mają to w krwi. Często śmieszy mnie jak w kuchni szykując sobie górę sałatki lub odgrzewając rybę słyszę „Dobra dziewczyna” (w domyśle jedząca zdrowsze jedzenie niż Australijczycy). Od Hindusa lub innej narodowości takiej pochwały już nie otrzymam. Tagi dzieci Ile kosztuje życie w Australii? – pytanie, na które wielu z Was szuka odpowiedzi. Odpowiedź niestety nie jest taka prosta, ponieważ koszty życia w Australii różnią się w miastach. Ceny w Sydney, które jest najdroższym mieście w Australii różnią się od tych w małej miejscowości Maitland. Aby przybliżyć przykładowe koszty życia (zakwaterownie, komunikacja miejska, jedzenie na mieście, atrakcje) w Australii do wypowiedzi zaprosiłam osoby, które mieszkają w różnych częściach kraju – od wielkiego miasta Sydney po malutką miejscowość Coral Bay w Australii Zachodniej. Zapoznajac się z kosztami życia w Australii trzeba pamiętać o kilku rzeczach: W żadnym wypadku nie przeliczać ich na polskie zarobki. Przeciętne zarobki w Australii są wyższe niż w Polsce. Minimalna stawka w Australii wynosi $ h brutto Ponadto: – Większość firm płaci pracownikom co dwa tygodnie– W dzień publikacji tekstu kurs dolara australijskiego wynosi PLN– Koszty życia i ceny mogą różnić się w stanach oraz miastach– Każdy ma inne potrzeby oraz wydatki dlatego koszty życia dla każgeo będą inne Wszystkie ceny podane są w przybliżeniu i są aktualne w dniu publikacji. Ten wpis jest wyłącznie poradnikiem. Ile kosztuje życie w Autralii? – odpowiadają mieszkańcy Sydney, Nowa Południowa Walia – opisuje Żaneta (Polka w Australii pisze) Ceny nieruchomości w Australii są zdecydowanie najwyższe w Sydney. W centrum miasta, za pokój dzielony z drugą osobą zapłacimy około $240 za tydzień. Prywatny pokój w city to $340, w Newtown (oddalone od centrum 10 minut samochodem) – $260, $320 przy plaży w Maroubra, w znacznie oddalonej od centrum dzielnicy Cabramatta – $170 za tydzień. Wynajęcie mieszkania w centralnej dzielnicy Pyrmont wygląda następująco: mieszkanie 1 pokojowe to około $700, 2 pokojowe – $850, a 3 pokojowe mieszkanie to $1,200. W Rockdale, dzielnicy oddalonej od centrum 20 minut pociągiem, za 1 pokojowe mieszkanie zapłacimy $430, za 2 pokojowe – $540, a za 3 pokojowe – $800. Cabramatta, znacznie oddalona od centrum miasta, oferuje następujące ceny: mieszkanie 1 pokojowe to $260, 2 pokojowe $340, a 3 pokojowe $500. Do korzystania z transportu publicznego w Sydney potrzebny jest zakup karty Opal, która dla osoby dorosłej kosztuje co najmniej $10, a dla dziecka $5. Karty Opal można używać we wszystkich rodzajach transportu publicznego: w autobusach, pociągach, promach i kolejce miejskiej. Nieważne jak wiele razy korzysta się z transportu, nie przekroczy się ustalonych limitów. Limit dzienny (od poniedziałku do soboty) to $15,80, tygodniowy to $63,20 a niedzielny to $2,70. Stawki liczone są na podstawie przebytych kilometrów: do 10km płacimy $3,54, 10-20km $4,40, 20-35km to $5,05, 35-65km to $6,76, a powyżej 65km płacimy $8,69. Przeciętna cena paliwa w Sydney to około $ Śniadanie na wynos, czyli na przykład kawałek chleba bananowego to $4,50, muffin z kawą to $6, egg and bacon roll -$5. Śniadanie w restauracji to koszt między $12 a $25: za naleśniki zapłacimy $15, za wielkie śniadanie z jajkami, kiełbaskami i warzywami zapłacimy $25. Szybki, tani lunch można kupić za $8-$15. Lunch w restauracji to $15-$25. Porcja obiadowa sushi na wynos dla jednej osoby to $12. Burger z frytkami to $15. Kolacja w promocji w pubie może kosztować jedyne $12. Kolacja w restauracji to $20 wzwyż. Tajska kolacja na wynos to około $22. Pizza: tania typu Dominos $12, pizza w restauracji podstawowa to około $22, z dodatkami od $28. Mała kawa z mlekiem, czyli Flat White kosztuje około $3,50, a duża $4,50. Babyccino, czyli uwielbiane przez dzieci spienione mleko z posypką czekoladową może kosztować nawet $2 czyli tyle, ile litr mleka w sklepie. Bilet do kina dla dziecka kosztuje $16, a dla dorosłego $22. Wejście do Taronga Zoo dla dziecka kosztuje $24, a dla dorosłego – $42. Wejście do Powerhouse Museum dla dzieci do 16 roku życia jest za darmo, dorośli natomiast płacą $15. W Sydney łatwo jednak o darmowe rozrywki. Pogoda sprzyja spędzaniu czasu na swieżym powietrzu przez cały rok, a miasto obfituje w parki i plaże, których jest w Sydney ponad 100. Opłaty za przedszkole w Sydney to największa zmora wszystkich rodziców. Za jeden dzień płaci się pomiędzy $100 a $200: w Pyrmont $180, w Newtown $160, w Rockdale $120. Osoby posiadające stałe zameldowanie dostają dofinansowanie od państwa w wysokości zależnej od indywidualnych przychodów, osoby nie posiadające praw mieszkańca zmuszone są natomiast do opłacania tych kwot w całości. Szkoły podstawowe państwowe są bezpłatne dla dzieci ze stałym zameldowaniem. Brisbane, Queensland Wynajęcie jednopokojowego mieszkania w centrum kosztuje od $450 na tydzień. Mieszkanie dwupokojowe w dzielnicy South Brisbane (kilometr od miasta) można wynająć za około $500/ tydzień, natomiast czteropokojowy dom w dzielnicy North Lakes (30 kilometrów od miasta) kosztuje około $400/ tydzień. Pokój w domu dzielonym z innymi osobami w Kangaroo Point niedaleko centrum miasta kosztuje około $150/ tydzień. Podobno koszty transportu w Brisbane są największe w całej Australii. Mieszkając w Brisbane opłaca się kupić kartę Go card, która daje zniżki na przejazdy autobusami, pociągami oraz tramwajami wodnymi. Kupując kartę trzeba wpłacić $10 kaucji. Przejazd 1 zonu dla osoby dorosłej na przykład z centrum do South Bank z Go card kosztuje $ w godzinach szczytu i $ poza tymi godzinami. Bilet papierowy na tą samą trasę kosztuje $ Aby dostać się z Brisbane na Gold Coast trzeba zapłacić $ z kartą lub $ bez Go card. Co ciekawe, ceny paliwa Brisbane są wyższe niż w Sydney czy Melbourne, litr kosztuje około $ Lunch na mieście można zjeść za około $10. Warto wybrać się do centrów handlowych, gdzie wybór stoisk z jedzeniem jest bardzo duży. Jedzenie w restauracjach jest znacznie wyższe, ale za to wiele pubów w Australii ma dzienne zniżki na kolacje, na przykład pizza i dzban piwa za $15 w poniedziałki, 2 dania w cenie 1 we wtorki, steki za $10 w środy itp. Na pewno warto zapoznać się z ofertą. Przykładowymi pubami, które oferują zniżki są West End hotel i Brew House. Piwo w Brisbane można kupić od $8. Podobnie jak z jedzeniem, wiele pubów ma tzw. Happy hour, czyli tańszy alkohol w określonych godzinach. Jeśli chodzi o kawę, to można ją kupić już od $ Jako ciekawostkę dodam, że kawiarnia Starbucks nie cieszy się wielką popularnością w Australii, pewnie dlatego, że Australijczycy serwują o wiele lepszą i tańszą kawę. W sieci kawiarni Cafe 63 dostaniemy małą kawę z ciasteczkiem i butelką wody za $ – polecam. Brisbane oferuje mnóstwo atrakcji dla mieszkańców również tych najmłodszych. Dzienny bilety do parku Lone Pine Koala Sanctuary, w którym mieszkają australijskie zwierzaki kosztują $36 dla osoby dorosłej i $22 dla dziecka w wieku 3-13 lat. Przejażdżka kołem the Wheel of Brisbane kosztuje $20/ dorosły i $14/ dzieci w wieku 4-12 lat. Bilet do kina sieci Event Cinema to koszt około $20/dorosły, bilety na filmy w sieci Cineplex są o połowę tańsze. Bilety do parku rozrywki Movie World w pobliskim Gold Coast kosztują $89 dla dorosłych i $79 dla dzieci (3-13 lat), natomiast do parku wodnego Wet’n’Wild $74/ dorosły i $69 dzieci. Jeśli planujecie częste wizyty w parku warto rozważyć kupno biletu rocznego. Koszty siłowni Jetts wynoszą około $15 na tydzień, siłownie typu cross fit około $40. Brisbane oferuje również dużo darmowych atrakcji jak baseny na South Bank lub galeria Queensland Art Gallery & Gallery of Modern Art (QAGOMA). Żłobki w Brisbane kosztują około $100 za dzień. Na szczęście ceny wczesnej edukacji maleją z wiekiem dziecka. W zależności od zarobków, państwo oddaje rodzicom lub opiekunom określoną kwotę. Coral Bay, Australia Zachodnia opisują Wiola i Mike (1 journey 2 Life 2 People) Mamy trochę doświadczenia jeśli chodzi o mieszkanie w odległych zakątkach Australii. Przez 6 miesięcy mieszkaliśmy w zajeździe – roadhouse nieopodal Uluru, a podczas naszej drugiej wizyty pracujemy przez 6 miesięcy w Coral Bay nad rafą Ningaloo. Praca w szeroko rozumianej turystyce w odległych miejscach ma tą zaletę, że pracodawca często zapewnia zakwaterowanie i wyżywienie za dużo niższą cenę. W niektórych miejscach za darmo, w innych za $150 tygodniowo (jedzenie i zakwaterowanie) a w innych $160 za 2 tygodnie za zakwaterowanie. Różnie można trafić, ale najczęściej pozwala to na zaoszczędzenie znacznej części wypłaty i przeznaczenie jej na realizację dalszych planów…zwykle podróżniczych 🙂. Przemieszczać się po tych rejonach najlepiej jest własnym samochodem, ale warto mieć na uwadze, że ceny paliwa są znacznie wyższe niż w wielkich miastach na wybrzeżu. W północnej części Australii Zachodniej w 2018 roku tankujemy za $1,85 za litr, a miejscami na Steward Highway w Terytorium Północnym ceny sięgały $2,12 za litr. Często trzeba zatankować, nie ma się wyboru bo następna stacja jest oddalona o 400 km. Jedzenie w małych sklepikach i zajazdach jest często droższe niż w mieście. Nawet w większych miejscowościach, jeśli trafi się supermarket ceny będą wyższe niż w obszarach metropolitarnych. Dotyczy to przede wszystkim warzyw owoców i….WODY. Cena wody w Outbacku nierzadko przekracza cenę benzyny. Warto więc zaopatrzyć się w duże kanistry z wodą pitną na początku wyprawy. Australijczycy kawę traktują bardzo poważnie. Nie inaczej jest w odległych rejonach. Jej cena nie przekracza zazwyczaj $5, ale jest przyrządzana przez przeszkolonego baristę i serwowana z idealnie spienionym mlekiem. Ceny w pubach i restauracjach nie odbiegają znacznie od tych w miastach. Piwo kosztuje $7-10. Za kolację zapłacimy od $18 do 35. Zależnie czy zadowolimy się hamburgerem z frytkami, czy raczej lokalnie złapaną świeżą rybą. Atrakcje i wycieczki w Australii są dosyć drogie. Całodniowa wycieczka łódką na rafę Ningaloo, podczas której mamy okazję pływać z rekinami i mantami to wydatek rzędu $160 od osoby. Jeśli marzy nam się pływanie z największą rybą świata – rekinem wielorybim to taka wyprawa uszczupli nasz portfel o $360 od osoby. Przeżycia są jednak niesamowite, jest to doświadczenie na całe życie i naszym zdaniem warto. Na szczęście plażowanie w Austraii jest za darmo, a słońca jest pod dostatkiem. Co jest cudowne w rafie Ningaloo to to, że możemy ją odkrywać wprost z brzegu. Po prostu wchodzimy do wody z maską i rurką, a już po kilkunastu metrach zaczyna się inny, podwodny świat wypełniony koralem i różnobarwnymi rybkami. Zdecydowanie zakochaliśmy się Australii. Naszym zdaniem warto odkryć jej mniej zaludnione rejony, gdzie doświadczamy bliskości natury i zwierząt. Nierzadko gdy oglądamy zachód słońca nad oceanem okazuje się, że tuż obok podziwia go również gromadka kangurów. Foto 1 Journey 1 Life 2 People Maitland, Nowa Południowa Walia opisuje Emilka (Australopitek) Maitland składa się z miasta i otaczających je dzielnic. Nie ma dużej różnicy pomiędzy wynajmem domu w samym centrum Maitland, a w innych jego częściach. Na przykład w Lorn – starej i ostatnio bardzo modnej dzielnicy, wynajem dwusypialniowego domu kosztuje $350 tygodniowo, a w oddalonym o 10 kilometrów dalej East Maitland wynajem domu z trzema sypialniami to $370. Wynajem pokoi nie jest tutaj bardzo popularny, ale jeżeli już się zdarza, to zazwyczaj tygodniowy czynsz nie przekracza $200. W Maitland i Newcastle, podobnie jak w Sydney, korzystamy z karty Opal. Można jej używać w pociągach i autobusach. Ceny przejazdów są takie same, jak w Sydney. Ja osobiście najczęściej jeżdżę pociągiem z Maitland do Newcastle – do pracy i do domu. Przejazd na tej trasie kosztuje $ Linia Hunter jest najbardziej popularną linią lokalną, ale przy użyciu Opala można również jechać do Sydney (polecam, piękne widoki!). Jedno, co odróżnia transport publiczny Maitland od Sydney, to że w Maitland nawet w godzinach szczytu nie ma tłoku. Ceny jedzenia w Maitland wcale nie są niższe niż w dużych miastach. Śniadanie w dobrej knajpce ze zdrowym jedzeniem to koszt około $20 (kawy nie wliczam!), a w bardziej tradycyjne – jaja na boczku i obowiązkowo z fasolką $15. Lunch można w Maitland, zjeść za średnio $18 w restauracji i $12 „u Chińczyka”. Restauracji w Maitland jest całkiem sporo, większość to hotele i puby, więc i menu jest podobne – oczywiście króluje wielki kotlet z kurczaka z frtykami i sałatką. Codziennie w różnych hotelo-pubach są promocje i wtedy ukochane danie maitlandczyków można zjeść za $12-15. Nasza ulubiona restauracja to tajska Maneeya, w której cena pad thai’a to $20. Kawa to podstawa! W kawiarni, srednia kawa kosztuje $ Za dodanie mleka roślinnego zazwyczaj cena wzrasta o 50 centów. Maitland położone jest pomiędzy Newcastle, a Hunter Valley. W samym Maitland główną rozrywką jest kino. Ceny wahają się od $10 do $14 dla osoby dorosłej. My jednak wybieramy przyrodę i w weekendy wolimy jeździć do Port Stephens, na plażę lub camping. Naszych gości natomiast zabieramy na testowanie wina do pobliskich winiarni – czas tam mija niezwykle miło. Równie chętnie pokazujemy promenadę w Newcastle i spacerujemy wzdłuż Nobby’s Beach aż do latarni. Dla mnie atrakcją jest aktywność fizyczna. Siłownie w Maitland to koszt $14-17 tygodniowo i w to wlicza się trening własny oraz dostęp do zajęć grupowych. Cena pojedynczyh zajęć waha się w zależności od ich rodzaju. Np. wejście na zajęcia zumby kosztuje $10, jogi – $15, a barre attack $20. Foto Australopitek Palm Cove, Queensland opisuje Angelika (A Dreamer’s Life) Wybraliśmy Palm Cove jako miejsce idealne do pracy przez 3 miesiące w restauracji, pracy wymaganej do przedłużenia wizy Work and Holiday o kolejne 12 miesięcy. Palm Cove zaliczane jest do tzw. Northern Beaches, czyli plaż położonych na północ od Cairns. Komunikacja publiczna obsługiwana jest przez TransLink tak jak w całym Queensland. Z tego co zauważyłam Go cards tak rozpowszechnione w Brisbane tutaj raczej nie są używane. Nadal można bez problemu kupić bilet u kierowcy. Cena biletu z Palm Cove do Cairns to koszt $5,70, autobus jedzie około godziny. Palm Cove jest maleńką miejscowością więc jeśli uda nam się zamieszkać w bliskiej odległości od pracy, warto rozważyć zakup roweru. Używany na Gumtree można kupić już za $50. Ulice są przystosowane do potrzeb rowerzystów, w wielu miejscach są ścieżki rowerowe. Pamiętajcie, że w Australii obowiązkowe jest noszenie kasków, za ich brak grożą dosyć wysokie mandaty. Jeśli chodzi o mieszkanie to ceny wahają się w zależności od standardu, jednak są zdecydowanie tańsze niż w Brisbane czy Cairns. Za duży dwuosobowy pokój w domu w basenem, pięknym tarasem, klimatyzacją i ogrodem płaciliśmy $250 za tydzień. Rachunki były już w cenie. Znajoma wynajmowała studio nieco dalej od centrum Palm Cove za $160, inna w tej samej cenie wynajmowała pokój w dzielonym domu w niedalekiej Clifton Beach. Myślę, że ceny w Northen Beaches wahają się od $150-$250 za tydzień. Wielu backpackersów rozpoczyna swoją przygodę w Palm Cove w hostelu położonym zaraz przy głównej ulicy. Jest tam opcja wynajmu pokoju na dłuższy okres (maksymalnie 2 miesiące) i czynsz wynosi $200 za tydzień przy czym mówimy o łóżku w pokoju dzielonym. Słyszałam negatywne opinie o właścicielu więc raczej nie polecam. Jedzenie na mieście jest stosunkowo drogie. Palm Cove jest miejscowością bardzo turystyczną więc i ceny są odpowiednio wysokie. Za pizzę w popularnej restauracji Portofino zapłacimy ok $25, za posiłek główny już $30 wzwyż. Kawa oscyluje w granicach $ W food courtach zjemy taniej, sushi rollki za $ chińszczyzna za $ pizza na wynos $20, fish and chips za $13. W okolicy kin jest bardzo mało przez co ceny biletów są kosmicznie drogie. Wejście na seans kosztuje $ co jest sporym wydatkiem jeśli weźmiemy pod uwagę, że w Brisbane za bilet płaciliśmy $ Cairns jest świetną bazą wypadową na rafę oraz do lasu deszczowego. Skyrail to bardzo popularna atrakcja – kolej linowa, której ponad 7 kilometrowa trasa wiedzie nad samiutkim lasem deszczowym. Warto do Kurandy pojechać Skyrail a wrócić zabytkowym pociągiem, z którego rozpościerają się przepiękne widoki. Koszt Skyrail oraz pociągu to ok. $120. Wycieczki na rafę kosztują około $170 i idą wzwyż w zależności od tego czy korzystamy tylko ze sprzętu do snorklingu czy nurkujemy. Wycieczka promem na pobliską Fitzroy Island kosztuje $ za podróż w dwie strony. Dodatkowe informacje na temat cen w Australii znajdziesz klikając tu. Jeśli macie dodatkowe porady lub wskazówki na temat życia w Australii podzielcie się nimi, a na pewno komuś się przydadzą. 21 Dzięki, że zaglądasz na bloga. Jeśli spodobał Ci się wpis, nie wahaj się zostawić po sobie śladu w postaci komentarza lub polecenia tekstu przez kliknięcie serduszka. Każdy pozytywny sygnał od czytelników motywuje mnie do dalszego pisania bloga. - Karolina

jak żyją dzieci w australii